poniedziałek, 27 lutego 2017

Trzeba coś naskrobać

  Czas płynie, jakoś trzeba coś skrobnąć dalej, tyle się dzieje, tyle zaległosci, tyle chcę uwiecznić, a nie wiem od czego zacząć i jak...

Kończy się luty. Pogoda zwariowała, po stosunkowo fajnej zimie, przyszło jakieś szalone brzydkie przedwiośnie z deszczem i wichurami. W piątek zaś znowu sypnęło i w sobotę mieliśmy ponownie piękną zimę. Dziś po śniegu śladu nie ma, ptaszki ćwierkają radośnie i nawet z samego rana znalazłam pierwsze miniaturowe oznaki wiosny w swoim ogrodzie. Miłe.



te dwa maleńkie zielone punkciki, to nasz powiew wiosny..



Tolcia dziś trzeci dzień w przedszkolu po jakimś uporczywym kaszlowym wirusie. Zmagałyśmy się z nim prawie dwa tygodnie. Była zapisana na bilans czterolatka, musiałysmy odwołać i iść na wizytę do dzieci chorych, bo oskrzela myślałam że wypluje kaszląc. Niepokojące mokre świsty usłyszała lekarka w oskrzelach i kazała zrobić na szybko CRP, aby sprawdzić, czy dawać antybiotyk, czy nie ma takiej potrzeby. Nie wiedziałąm, że teraz jest taka możliwość, ze crp bada się w 10min, z paluszka. Na szczęście okazało się, że bakterii brak i zostaliśmy przy sterydach w inhalacjach. Na dwa dni dołączył do nas Tymuś, bo brzuszek Go coś bolał, ja się rozłożyłam w zeszły weekend z soboty na niedzielę z dużą gorączką i bólem wszystkich mięśni. Ale od kilku dni jakoś funkcjonujemy znowu na wysokich obrotach.  Tymuś jest już na tyle duży, że wozimy Go do kolegi czasami, aby się pobawili, bo tęsknią za sobą, odkąd Gabryś nie chodzi już do przedszkola - na łyżwach też razem byliśmy z nim i Jego rodzicami i siostrą. Gabryś też przyjeżdża do nas. Obaj wtedy są przeszczęśliwi.
 Mi się przykleił pędzel i wałek do ręki i odkleić się nie chce, tak więc co i rusz jakas mała metamorfoza naszego gniazda powstaje. W wolnych chwilach urządzam sobie pogaduszki przez telefon z moją Babcią. Dzielna jest taka, jak zawsze, największa Bohaterka świata, ale ja Ją dobrze znam i wiem, że to taka gra, dobra mina do złej gry, zresztą chwilami łamie się i pozwala sobie na rozklejenie. Biedna moja..


























W przedszkolu bal karnawałowy za nami. Tymuś jak zwykle nie chciał iść i broń Boże przebrać się. Ale jakoś dał się namówić przez Ciocie, fajnie Go zmotywowały do tego, twierdząc, ze bez niego bal się nie uda, bo musi pomóc im pilnowac balony porozwieszane. Dały mu wolną rękę, pozwoliły na nietańczenie, na nieprzebieranie się i jakoś się przełamał. Ba, nawet założył w ostateczności swój strój piłkarski, jako przebranie. Dobre i to. Tolcia natomiast doczekać się nie mogła. Suknia księżniczki wisiała i czekała od wielu dni. A Ona ją tylko w kółko przymierzać chciała. Moja mała księżniczka. Bal był akurat tego dnia, w którym byłam z Tatą w Łodzi u Babci załatwiać pogrzeb. Pojechaliśmy dzień wcześniej, w urodziny Tolci. Wujek zmarł tego dnia o 3.00 nad ranem, pojechaliśmy po południu, bo trzeba było powiedzieć Babci, Tato mój zabronił informować Babcię o tym telefonicznie.. zostaliśmy na noc i od rana zaczęła się cała formalność pogrzebowa.
Tolcię na bal musiał wyszykować Tomek. To drobiazg, ale gdzies mi tam żal było, że nie ma mnie przy tym. Ciocie wyszły nam na przeciw i wspomogły Tomka w uczesaniu księżniczki, z czym miał kłopot. Bal udał im się super. Tola przeszczęśliwa, Tymuś też radosny, że jednak był.











Tu Tola posadziła swoje ukochane zabawki, żeby patrzyły jak Ona się sama ubiera..
A ponizej, nasi codzienni goście, którym przez całą zimę nie daliśmy zginąć.
Widział ktoś bażanta posilającego się z karmnika? Zapraszam, zatem do oglądania :)









 A rok temu o tej porze spędzaliśmy czas na Lodowym-Narodowym. W tym roku, mimo, że były ku temu okazje, zawsze coś nam przeszkadzało, aby znowu na łyżwy tam się wybrać. Trochę szkoda. Bo Dzieciakom bardzo się podobało, zwłaszcza, że to była ich pierwsza przygoda z łyżwami. Choć i tak największą furorę robił zjazd z górki lodowej. Wiadomo.







 















Tak przeglądając zdjęcia w poszukiwaniu zeszłorocznych łyżwwoych, stwierdziłam, że moje najmłodsze dziecię to łowca balonów. Z każdej imprezy wycygani jakieś. I jak sobie obejrzałam ten filmik to zatęskniłam baaaardzo za taką malusią słodziusią Tolusią..













I tak czas gna do przodu. W związku z tym, ze Tymuś kończy w tym roku przedszkole i przyjdzie nam się pożegnać z wszystkimi, Ciocie wymyśliły fajną rzecz na pamiątkę. Ma powstać książka z przedszkolnymi przygodami Stokrotki. Ciocie przygotowały wstęp, nadały pomysł, a reszta należy do nas. Każde dziecko wraz z rodzicami, ma zrobić jeden rozdział=jedną przygodę, wraz z ilustracją. Rozdziałów będzie 16, tyle ile jest dzieci w grupie. Pierwszy Rozdział przypadł nam (!). Trochę byłam przestraszona, czy podołamy, ale praca nad nim była bardzo przyjemna i wyszła nam super przygoda :) Dziś oddaliśmy "do druku" ;) Czekamy teraz na kolejne, co tydzień będzie nowy dochodził, a na końcu Ciocie zrobią z tego książkę pamiątkową.
Dla mnie, pomysł świetny.



No i tłusty czwartek za nami, jutro ostatki i czekam już na mamine faworki. 
A za to Tymuś w przedszkolu zrobił takie arcydietetyczne pączki :)




Jeśli ktoś nie ma pomysłu na kogo przeznaczyć swój 1% podatku - zachęcam - to chłopczyk, o którym kiedyś już wspominałam. Był kiedyś przedszkolakiem w naszej Stokrotce, dziś zmaga się z trudną chorobą...




18 komentarzy:

  1. Pieknie razem wygladacie w tym sniegu :) Tak przedwiosennie wlasnie :) U nas tez ciagle zabieganie I remonty. Konca nie widac. I chorobska jakies tez ciale sie placza... Mam nadzieje,ze u Was na tych kaszlach czas przedwiosennego chorowania sie zakonczy. Niech juz wyjdzie slonce I na dobre zagosci :)
    Tola Ksiezniczka- cudna! Dobrze,ze I Tymek sie przelamal I poszedl na zabawe :)
    Sciskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Haniu. Dziękuję za miłe słowa :) Zabieganie i remonty to fajan sprawa, ale przychodzi taki moment, że człowiek pada. Ja miałam wczoraj tak zrzut i.. dzięki temu naskrobałam coś.
      Aby nie chorować, ale może to już zaraz przejdzie, jak prawdziwa wiosna przyjdzie i człowiek jakoś sił nabierze.
      Tymon Mistrz, pokonał własny strach i niechęć, cieszę się bardzo, choć nie naciskałam i wiedział, że jak bardzo nie będzie chciał, to może zostać w domu. Ten strój piłkarski jako przebranie, trochę chyba pomógł w tym przełamaniu się ;)
      Buziaczki!

      Usuń
  2. No jaka piękna księżniczka 😍 nasz w tym roku ominął bal z powodu choroby niestety😨
    Co do oznak wiosny to u nas juz widać i czuć zwłaszcza dzis bo piękne słońce było. Albo ja już po 10,dniach jak wyszłam na spacer to widziałam taką różnice sama nie wiem.
    Co do babci to cieszę się ze dobrze sobie radzi nawet jeśli to tylko pozory dla Was to i tak dobrze bo wiadomo że na pewno jej ciężko. Nie ma co się oszukiwać śmierć dziecka to najgorsze co może spotkać rodzica.
    Calusy dla Was😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna, dziękuję :) O widzisz, Tymon to już zakładał u siebie chorobę na tydzień przed balem ;)
      słońce i zapach wiosny już i u nas wyczuwalny, co bardzo mnie cieszy, bo ostatnie dni z wichurami, deszczem i szarością przytłaczały.
      Babcia moja to już taki typ, zawsze twarda, zawsze uśmiechnięta, nie pozwala sobie na smutki. Dobrze i niedobrze. Ale walczy dzielnie, nie poddaje się, choć wiem doskonale, jak się zagryza i analizuje to wszystko, taka kolej rzeczy, teraz jest żal i bunt w żałobie, potem będzie ta straszna tęsknota.. :(
      Sciskam i dziękuję :*

      Usuń
  3. Ale u Was jeszcze zimowo ! No i ten spacerek z wózkiem dla lalek po śniegu - sama nigdy takiego nie odbyłam, chyba nie miałam na tyle fantazji ;)

    Wasze meble są niesamowite - a Ty świetnie potrafisz nadać im drugie życie. Jedna z najbardziej udanych metamorfoz, jakie ostatnio widziałam !

    Tola przebija swoją urodą i wdziękiem wszystkie Disneyowskie księżniczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimowo było jeszcze w sobotę, dziś drugi dzień wiosny i nawet słońce jest i 12C (!!) :)
      A widzisz, Tola na brak fantazji nie narzeka. Chciała bardzo swojemu dziecku pokazac śnieg, więc na spacer zabrała ;)

      Dziękuję :) :) miło mi bardzo. Ale to prawda, tak jak tych okropnych krzeseł bardzo już nie lubiłam, tak teraz napatrzeć się nie mogę na moją jadalnię ;) Siedziska jeszcze troszkę przyciemniłam/orzyszarzyłam i jest jeszcze piękniej :)

      Biedne disneyowskie księżniczki ;) Dziękuję!

      Usuń
  4. Widzę, że w podobnym czasie nam się zebrało na wertowanie starych zdjęć... My ostatnio z Lilą cofamy się do maleńkości Jej i Elizy... I nie ukrywam- wystarczy spojrzeć na te zdjęcia, żeby zatęsknić...
    Kochana, ja tam widzę całkiem poważne metamorfozy, nie wiem czy bym poznała Wasze gniazdko :)
    Może to jednak dobrze, że Babcia stara się "zgrywać" dzielną, może to pomaga Jej się jakoś w tym wszystkim trzymać. A powiedz Iwonka, bo to wujek zajmował się Babcią? Jak Ona teraz sobie radzi? Ktoś Jej pomaga w sensie codziennych zakupów, zajrzenie do Niej?

    Pomysł z książką bombowy. My robiłyśmy w wakacje coś podobnego- mieliśmy taki cykl "bajki naszego dzieciństwa". Poprosiłyśmy rodziców o wymyślenie krótkiej bajki i spisanie jej na kartce. Nie wszyscy zrozumieli o co chodzi :) Wyszło więc bardziej śmiesznie, niż tak jak zakładaliśmy, ale grunt, że jednak wszyscy coś tam zrobili.

    Tolcia przepiękna! Nasza Lila to też kolekcjonerka balonów. Nawet dziś przyniosła trzy z przedszkola...
    Buziaki!

    Ps. a kysz z tym śniegiem. Wiooooooosnę wołam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, ale powiedz, niesamowita jest ta tęsknota za tą słodyczą maleńkości naszych dzieci, co :) Ja się rozczulam, choć nadal ta słodycz w nich jest, to powoli z niej wyrastają i ja się z tym pogodzić nie mogę.

      No tak, Ty faktycznie widzisz ;) No, mówię Ci, zaczęło się od przemalowania ramek na zdjęcia, bo miałam zrobić to już dawno i tak mi się ten wałek z pędzlem uczepił, że lecę dalej ;) I jestem bardzo zadowolona z kolejnych efektów. Małym kosztem, przyjemną praca, metamorfozy wow. I mam nadal wiele pomysłów jeszcze ;) Przyjedziesz, ocenisz :)

      Nie wiem na ile pomaga Babci zgrywanie takiej dzielnej, ale zawsze taka była, zawsze wesoła, dzielna i twarda. Mam nadzieję, że właśnie dzięki takim swoim cechom, jakoś to uniesie i przetrwa. Analizuje dużo, trochę nawet kombinuje i zaczyna tworzyć jakies historie, dlaczego to się stało, a najgorzej tak się nakręcać, ale musi to jakoś przetrawić, my tylko możemy być obok, słuchać i wspierać, reszta należy do Niej. Ale wierzę w Nią, bo jest bardzo silna. Choć zupełnie nie była przygotowana na coś takiego.
      A rzeczy przyziemne - Moi rodzice są teraz co tydzień u niej, robią wtedy duże zakupy, zawiozą gdzie zawieźć trzeba, a tak na codzień odwiedzają Ją kuzynki, siostra mojego Taty, jakoś to się kręci. Nie jest to to co było, bo Wujek był u Babci trzy razy dziennie, mieli swoje rytuały, znał wszystkie jej leki, podawanie ich, lekarzy, bo jeździł z nią na wszystkie wizyty, realizował recepty itd itp Ale jakoś teraz też to trzeba ogarniac. Co gorsza, Wujek Ją też trochę pilnował, nie pozwalał samej wychodzić, bo moja babcia jest sprawan intelektualnie bardzo, fizycznie też, ale niestety plączą jej się nogi i traci czasem równowagę, może nawet chwilową świadomość i się przewraca. tak jak ostatnio na schodach co się tak potłukła, na ulicy też już nieraz się przewróciła i nie wie czemu, ale zawsze ktoś jej pomógł i nic sobie nie robiła na szczęście. Wtedy to własnie Wujek powiedział basta i zaczął Ją pilnowac, aby nie szarżowała. Stąd był trzy razy dziennie. Ale Ona i tak kombinowała, wiadomo, a teraz to już w ogóle. Nie mówi nam o wszystkim i gdzies idzie bo musi, aby nikomu nie zawracać głowy... Cała moja Babcia. U niej na szczęście dom zawsze był pełen ludzi, zawsze ktoś ją odwiedzał, zawsze zaglądał, więc sama nie jest. Choć wykruszają się te jej koleżanki też i Kuzynki, niestety :(
      A wiesz, ma laskę, chcieliśmy kupić jej kule, albo nawet taki balkonik, zeby mogła bezpieczniej po ulicy się poruszać, ale Ona za nic w świecie tego nie chce. Ale ta upartość to u nas rodzinne..

      Książka świetny pomysł, co :) Wasza też rewelacyjna :) Nie moge doczekać się efektu końcowego. Dostaliśmy dużo pochwał, za pierwsy rozdział, więc kamień z serca mi spadł, bo miałam stresa typowego dla prekursorów ;) Ale udało się i okazuje się, że Ciocie z premedytacją wybrały własnie nas na ten pierwszy rzut, bo wiedziały, ze sobie poradzimy - czytają bloga ;)

      Jeju, ja tak nieznoszę balonów, uwierz mi, nienawidze jak pękają, jak mnie dotykają, a Ona w kółko, aby chociaz jeden przynieść. Z jednym nawet się kąpię, leży na wannie i podczas kąpieli taki napompowany sobie pływa.

      Ja za śniegiem tęskniłam, jak były teraz te deszcze i wuchury, ale dziś już słońce i powiew wiosny mnie rozczulają :)

      Buziaki!!

      Usuń
    2. Ja też kompletnie nie rozumiem tej miłości do balonów, tym bardziej, że nasze 60metrów kwadratowych jednak ma swoje ograniczenia. Do tego pies, który nie lubi... Także ja jestem na NIE :)

      Co do Babci, to musi się to wszystko jakoś teraz poukładać. Wiadomo, to wszystko jest takie świeże jeszcze. Babcia pewnie czuje potrzebę rozmawiania o tym co się stało, może pomaga Jej to zaakceptować fakt śmierci syna... Miejmy nadzieję, że właśnie te cechy charakteru Jej pomogą.
      A to już i taki wiek, że się wykruszają znajomi, starsza część rodziny... Przykre to wszystko strasznie, ale taka jest nieuchronna kolej rzeczy :(

      Usuń
    3. Pewnie ten bunt na balkonik to głębokie przekonanie, że wciąż jest sprawna, ale próba oszukania samej siebie, otoczenia...

      Usuń
    4. Dokładnie tak jest, to taki bunt, nie poddawanie się, bo jak raz weźmiesz ten balkonik to już zawsze on będzie potrzebny. Ma świadomość że nie jest to okres przejściowy...

      Usuń
  5. Tolcia wygladala uroczo I jak cudownie poukladala sobie "widzow" do jej podziwiania. Slodka dziewczynka.
    Zima, piekna, polska zima.
    U Nas "wiosennie" czyli mokro I wietrznie. Bleee

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również rozczulila tym poukladaniem widzów, dlatego to uwiecznilam :)
      U nas teraz już też wiosenno jesiennie. Tak trochę w marcu jak w garncu.

      Usuń
  6. Zima nam odpuściła. Mam nadzieję, że na dobre, choć brakować mi będzie właśnie skrzydlatych przyjaciół. Ten bażant nas zaskoczył. Gdyby nie zobaczyła, to bym chyba nie uwierzyła. Choć u nas na podwórku były ślady sarny, a mieszkamy w mieście.
    Tola prezentowała się piękne. Brawa dla Taty, że tak ją wyszykował. I ciociom za pomoc. Już nie raz pisałam, że to Wasze przedszkole jest niesamowite. Życzyłabym takich cioć dla Tygrysa.
    Renowacja jak najbardziej udana. Takie zmiany od czasu do czasu są wskazane.
    Usciski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bażant zaskoczył nas wszystkich. Najpierw przychodził po resztki spod karmnika, a potem nauczył się że z karmnika też można się najeść :) Sarenki u was, wow!! I to w mieście :) My mieszkamy 1km od granic Warszawy, toteż bażanty też mnie zadziwiają i dziki i lisy, bo one też z nami po sąsiedzku mieszkają ;)

      Ach tak, takiego przedszkola życzę wszystkim. Trafiło nam się idealne.

      Sciskam cieplutko

      Usuń
  7. Spoznione Kondolencje z powodu Wujka (ostatnio ze wszystkimi komentarzami jestem do tylu...)! :(

    Z Tolci byl taki malenki slodziak! :* Nie znaczy to oczywiscie, ze teraz juz nie jest slodka. Wrecz przeciwnie, sliczna z niej dziewczynka, a w tym stroju karnawalowym, to naprawde, jak mala ksiezniczka z bajki! Piekne miala przebranie! :)

    U mnie juz hiacynty, zonkile oraz tulipany kielkuja jak zwariowane! Co dziwne, krokusy sa jakies opoznione... Mamy miec teraz kilka dni mrozow, ktore pewnie troche powstrzymaja oznaki wiosny, ale od wtorku znowu ocieplenie i pojawia sie kolejne kielkujace roslinki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agatko :*
      Nie martw się, ja mam tyły we wszystkim..

      Słodziak mały był Przeslodkie co. Teraz w niej słodycz kochanej księżniczki
      Dziękuję
      Strój idealny, chcialaby go nosić codziennie :)

      U nas mrozek jeszcze czasem w nocy, w dzień i 15 stopni ale pogoda tak zwariowana że ciężko za nią nadążyć. U was widzę wiosna pełną parą!

      Buziaki

      Usuń
  8. Kochana, szkrobac musisz czesciej!! Koniecznie!!
    Zagldam i czekam na wiadomosci od Was, czesto z komentowaniem jestem do tylu- jednak z czasem nadrabiam ;)
    Dziewczyny napisaly juz wszystko- cudowna Tolunia!, stare- nowe meble pomylowo nadalas im drugie zycie, Babcia- strasznie mi przykro....dzielna jest, wspolczuje jej bardzo, strasznie musi cierpiec po stracie syna.....a zimy juz nie chce!
    Czekam na zdjecia wiosennego ogrodu!!
    Buziaki wielkie dla was!! :***

    OdpowiedzUsuń

Jest mi bardzo miło, że nas tu odwiedziłaś/łeś, a będzie jeszcze milej jak pozostawisz po sobie miły ślad :)
Wszystkie komentarze czytam i na nie odpowiadam. Pozdrawiam