środa, 10 maja 2017

10 maj poraz 41..

 Perypetie szpitalne Tymusia zakończone, zdrówko wróciło na miejsce, czas coś napisać, bo poprzedni post tylko straszy.
Myślałam, że w sumie nie mam o czym pisać, taka zwykła codzienność przeciez, a okazało się, że całkiem sporo tego wyszło.
Ale aby się nie rozpisywać, bo i czasu zbytnio nie mam, ani szczerze, to chęci też na pisanie brak, to skrobnę tylko co nieco ku pamięci. Aby nie mieć nigdy wyrzutów sumienia, że czegoś nie odnotowałam, bo to wszystko przecież już nie wróci. A dzieciństwo moich Dzieci jest dla mnie czymś wyjątkowym i najpiękniejszym etapem mojego życia.
Może jeszcze kiedyś będzie taki czas, że będę więcej opisywać niż fotorelacjonować, póki co, zdjęcia pomagają mi uwiecznić obecny moment naszego zycia.
Dużo składowych mojego braku energii jest, mój stan emocjonalny jest niezmienny od zeszłego roku, kiedy z dnia na dzień dowiedzieliśmy się o swoich problemach inwestorskich, One się piętrzyły i piętrzą nadal niestety. Jedne pokonujemy, po to chyba aby stawić czoło nowym... i chwilami nie chce się człowiekowi nawet na chwilę rozmowy, na wspólną kawę z kimś, na towarzystwo, dosłownie na nic. Myśli bolą, stres zabija, tłamszony zapał podcina skrzydła. Mam od dłuższego czasu ochotę nałożyć na siebie skorupę samotni, zamknąć oczy, wyciszyć myśli i przeczekać pod nią ten trudny czas. Dla niektórych "zdziczałam". Można i tak. Ja widzę to inaczej, nie każdy rozumie mój stan, problemy. Zmęczenie psychiczne przybiera różny wyraz. U mnie jest ucieczka od wszystkich, od wszystkiego, zagłuszenie, nie rozmawianie o tym, a o innych rzeczach nie umiem na tą chwilę, męczą mnie, dlatego uciekam.. 
Obecny rok miał byś w mych marzeniach lepszy, mieliśmy wraz ze starym rokiem zostawić za sobą kłopoty, ale one idą nadal z nami krok w krok. Pokochały nas i towarzyszą nam nieustannie. Taki nasz towarzysz życia to teraz jest. Staramy się to akceptować, ale chwilami człowiek po prostu wysiada.
Przybija mnie do tego cała sytuacja z moją Babcią. Trapi mnie to wszystko ogromnie. Czuję w tym bolesną bezsilność. Podupadła bardzo na zdrowiu od lutego. Dusza choruje Jej ogromnie, pesel nie pomaga w tym. A przy tym cały szereg zdarzeń, okoliczności, spraw rodzinnych z tym związanych, komplikuje sytuację. Namawiamy Ją aby choć na trochę dała się teraz przenieść do kogoś z nas. Bierze min na rozrzedzenie krwi leki, po ostatnich nowych - zastrzykach w brzuch - pękł jej żylak w nodze. Ledwo zatamowano Jej krwotok. Na szczęście stało się to przy Cioci, której syn, czyli mój brat cioteczny jest ratownikiem medycznym i jakoś temu zaradził. Ale za nic w świecie nie dała się zabrać do szpitala po tym zdarzeniu, bo argumentowała to, że ma na dniach wizytę u jakiegoś wspaniałego naczyniowca i on jej na pewno pomoże no i nie chce też stracić tej wizyty, na która długo czeka. Polskie realia. A owy wielki naczyniowiec, zbył Ją totalnie, nawet nie chciał oglądać tej nogi, kazał jej iść do chirurga, żeby ten ocenił co dalej. Chirurg naczynioweic wysłal babcię do chirurga z pękniętym żylakiem! A co gorsza, nie dał jej nawet skierowania do owego chirurga, kazał iść na najpierw do lekarza pierwszego kontaktu, aby ten ocenił i dał ewentualnie takie skierowanie. No w głowie się nie mieści. Noga jest w opłakanym stanie, Babcia nie moze już w ogóle chodzić, boli ją bardzo. Załamała się bo i zawiodła się ogromnie na naczyniowcu w którym pokładała ogromne nadzieje. Mój Tato pojechał z Nią do tego lekarza pierwszego kontaktu, chciał też, aby skierował Ją do szpitala, bo jest coraz gorzej z tą nogą, do tego Babcia nadal słabiutko je i sama już przyznała się, że jest Jej potwornie źle, że dopadła Ją straszna beznadzieja i czuje się bezsilna. Aż mam łzy jak to piszę... dosłownie. Ale lekarz pierwszego kontaktu stwierdził, że naczyniowiec nic takiego nie zasugerował, no bo jakiś tam opis z wizyty dał, no ale co on miał sugerowac, jak on nawet tej nogi nie obejrzał, nie zainteresował się zupełnie nic. Co gorsze, zauważam coraz częściej tak totalny brak zainteresowania niektórych lekarzy zdrowiem mojej Babci. Czy naprawdę widząc pesel, uważają, że nie ma po co się angażować? Jest to potwornie smutne i niepokojące. Tato umówił Babcię na jutro do Chirurga i zobaczymy, co On na to wszystko.
Piętrzy mi się to wszystko i czuję jak garb trudu mi na plecach rośnie. Jest wiele jeszcze innych mniejszych kłopotów, które żyć nie dają. I kiedy tak wszystko zejdzie do kupy, to mam niezłą kumulację w duszy i sercu. A mało widac odporna na to jestem.
Smęcę kolejny post, przepraszam. Choć bardzo staram się nie. Silniejsze to ode mnie.
Mam totalną demolkę emocjonalną.

Postaram się coś weselej teraz. Dla potomnych, dla swych wspomnień niegdyś na bujanym fotelu z lekkością już w duszy mam nadzieję..

Aby zrekompensować Tymusiowi stracone Święta, zabrałam Maluchy na działkę do moich Rodziców. Tato mój podrzucił pomysł, bo miała być u nich któregoś dnia koparka, coś tam mieli do przekopania i Tato zamówił. A to najlepsze Święto dla Tymonka. Zabrałam po drodze Dziewczynki mojej Siostry i takim wesołym samochodem, z czwórką szczebiotków pojechałam w Bolimowski Park Krajobrazowy.
Tego dnia potwornie wiało, moi Rodzice sa bardzo przejęci zdrówkiem Tymcia, był dopiero co w sumie po szpitalu, jeszcze przez dwa dni miał dostawać antybiotyk, ale czuł się bardzo dobrze i nastawił się bardzo na ten wyjazd i koparę. 
Tato ubrał Go w obawie jeszcze w swoja działkową kurtke, aby tylko Go nie przewiało. Wyglądał śmiesznie, jak strach na wróble. Ale nie robiło to na Nim większego znaczenia, liczyła się kopara i to, że mógł pomagać Duniowi przy przedsięwzięciu.
Nie zszedł z placu boju dotąd dopóki koparka nie opuściła działki. Był w swoim żywiole. To jest pasja od małego, jeszcze nawet jak nie mówił, to widząc koparkę gdzieś wołał "aaaallleeee", co w wolnym tłumaczeniu oznaczało pewnie "koparka" :) Mój mały pasjonata.




 














W tzw międzyczasie, odwiedziliśmy poraz kolejny kino, wykorzystując to, że Tomek był w domu z nami. To tak akonto imienin Tolci, bo akurat w ich dzień miało nas obojga nie być. Mistrz wyjechał na tydzień nad morze, ja dołączyłam z Zuzą i Maćkiem (i Dinem ;)) do niego na trzy dni w czasie majowego weekendu, a Maluchy w tym czasie były u Babci Madzi. Dla nich to radocha, dla nas tegoroczna "majówka nad morzem", oznaczała że nawet przez sekundę tego morza nie widzieliśmy.
Wieczorem, tuż przed wyjazdem porannym Tomka, złożyliśmy Tolci życzenia i daliśmy upominki imieninowe. Piękne wydanie na 70lecie moich ukochanych Dzieci z Bullerbyn i ... perfumy Frozen - szał ciał dosłownie :) Moja mała urocza dama.  











Jak majówka, to min i Swięto Flagi. Tolcia takie ORZEŁY zrobiła w przedszkolu ze swoją grupa. Mamusiu, ziobacz, to nasie ozieły :)





Przedszkolny recykling, którego Tolcia była świadkiem. Tymuś w tym czasie będąc na zwolnieniu tworzył sam swoje budowle. Konstruktor niepokonany.








W wolnych chwilach szyję. Odskocznia moja. Czapuśki nowe min. powstaly :) Swoją drogą, czy każdy szyjący też tak szpilki w buzi trzyma? Staram się tego nie robić, a i tak łapię się na tym że tą szilkę "gryzę", o losie.



No i wiosna. Ładna jest tylko w obiektywie niestety... Nadal jak widac, garderoba wiosenna niewiele różni się od tej jesiennej. Anomalia sa niesamowite. W marcu jak w garncu, kwiecień plecień.., no ale maj ze śniegiem, gradem i mrozem... to już cuda na kiju. 























Ciepłe i piękne dni jak dotąd jak na lekarstwo. Ale korzystamy z nich w pełni. Tola aż za bardzo jak widac...  





Ostatni ciepły dzień był w sobotę. Pojechaliśmy do mojej Siostry w odwiedziny i dzieci nadrabiały zimne pochmurne dni. Calusieńki dzień na dworku i Konstruktor zarządził jak widać :)





A kolejnego dnia grad, to te białe kuleczki, słabo widać, ale za któryms razem juz przestał mnie nawet zadziwiać.


I tak te dni nam mijają, jedne szybciej drugie wolniej. Wypatruję słońca nie tylko na niebie..
Fuksika nie ma z nami już pół roku, a wspomnienia się nie kończą i nadal dotkliwie odczuwalny Jego brak.. 
Maluchy pokasłują, zwłaszcza nocą, pewnie bardziej wiosenno pylnie niż przeziębieniowo. Ale i tak tego nie lubię. Tymuś wrócił do przedszkolastęskniony. W czwartek i piątek podczas długiego weekendu majowego byli wspólnie w Toli przedszkolu w jednej sali, ku ogromnej radości Toli i naszego małego sąsiada. Tymon mniej entuzjastycznie do tego podchodził. Ale w te dwa dni pozwoliłam Toli na niespanie po obiadku i była bardzo szczęśliwa, ale wieczorem padała jak mucha, a w sobotę spała do 10.40.  (!) Musiała chyba to odespać. Śpioszek po Mamie, Tymuś ranny ptaszek :)











A jak weszłam wczoraj na bloga, nie zdziwiła mnie popularność mojego postu z przed roku. Wtedy niewiele o tym było, teraz okrągła rocznica, 9 maj - 30 lat od katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim to i w mediach o tym głośniej. Chociaż tyle, aby Pamięć nie umarła... (*)


A ja? A ja dziś skończyłam 41 lat...
i wierzyć mi się nie chce, że to jest prawda, jak i to, że jeszcze nie opisałam tu swojej czterdziestki..
Swinia ze mnie wielka, żeby tak rok zwlekać.. dołączam więc do swoich życzeń, aby to niebawem nadrobić ;)
Tegoroczne urodziny spędziłam  z najbliższymi. Cała trójeczka naszych Pociech, Mistrz, Rodzice i Agata z Dziewczynkami. Potem jeszcze dojechał Jacek, miał też być Maciek, ale się rozłożył. 
Milutko, spontanicznie i mogę rozpocząć odnotowywanie kolejnych siwych włosów i zmarszczek na czole..





 

A świętuję jak co roku wraz z Bonem z U2, 10 maj jest nasz ;)
Także i Tobie Chłopaku wszystkie Naj :)


***
To może przytrafić się każdemu, dotąd Kacper był zdrowym ślicznym chłopcem, teraz zabija Go dramatycznie silny ból głowy.. Jest jedna Klinika na świecie, która chce podjąć się leczenia. 
Podarujmy Mu życie, podarujmy Mu brak bólu.
wejdź, przeczytaj, nie bądź obojętny.


***


11 komentarzy:

  1. Iwonko wszystkiego naj naj!! Zdrowia, szczęścia i aby skończyły się wszystkie Wasze kłopoty i troski! Słońca na codzień :))) Sto lat!

    Zdjęcia jak zawsze super :) Twoje dzieciaki są słodkie :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Iwonko, przede wszystkim spokoju ducha, pomyślnego rozwiązania problemów, samych pozytywnych myśli, chwil i ludzi wokół. Najważniejsze, że mimo kłopotów potrafisz dostrzegać piękno w Waszej codzienności. A instytucja Dziadków jest nieoceniona. Ta ściana z dziecięcymi pracami w domu Dziadków mnie urzekła.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :*

      To prawda, instytucja dziadków jest nie do zastąpienia.
      Ściana z pracami wnuków, faktycznie jest wyjątkowa i trochę przypdakowa. Rodzice postawili płytę która jest im potrzebna do obudowania pieca w tzw wolnej chwili i na ten czas znalazła inne zastosowanie :) Jak płyta zniknie, prace przeniosą się na ścianę, bo już i tak miejsca na kolejne dzieła brakuje ;)

      Usuń
  3. Sto lat Iwonko. Niech te problemy zakoncza sie wreszcie - tego Ci zycze z calego serca.
    Przykro,ze Bancie tak lekcewaza. Oby zaden zator sie nie zrobil.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Miniu :*
      Z babcią mam nadzieję, że będzie lepiej, bo na wczorajszej wizycie u wspomnianego chirurga coś drgnęło. W końcu jakiś lekarz który się zainteresował Babci sprawą.

      Usuń
  4. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin zdrówka szczęścia i spełnienia marzeń oraz pociechy z dzieci
    Mam nadzieje że już całe zło przeszło i teraz będzie tylko dobrze... wiosna piękna zabawy piekne kalosz i rajstopy brudne ale szczęście dziecka bezcenne :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana Iwonko, z glebi serca wszystkiego najlepszego!!! :***
    Dawno nie pisalas...za kazdym razem gdy Cie tu dluzej nie ma mysle pewnie "nad morze" ja wciagnelo i walczy juz z sezonem.... twoj wpis jednak mowi cos innego...martwi mnie to... ile mozna? skad sily brac? Mam nadzieje, ze teraz juz koncowka i powoli wroci wszystko do jakies normalnosci? Wysoka cene placisz za spelnienie marzen, ale gdy juz bedzie wszystko po waszej mysli radosc bedzie niewyobrazalna- i tego nalezy sie trzymac!!
    Musi przeciez kiedys wyjsc to slonce!!
    Sciskam kochana, dziekuje za relacje z ostatnich tygodni!
    Sloneczka i sil Ci zycze :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ewuniu :* :*
      No właśnie, też myślałam że w tym czasie będę już zupełnie czym innym pochłonięta, a nie kolejnymi zmartwieniami. Cóż powiedzieć. Życie lubi zaskoczyć, czasem dość doktkliwie. I w sumie wydawało nam się, że już nic nie może nam zaszkodzić, a jednak. Mocno się pomyliliśmy. I wierz mi, ciężko myśleć pozytywnie po tym wszystkim. Życie nas mocno testuje, mam nadzieję że przejdziemy ta próbę pozytywnie i dostaniemy za to nagrodę. Bo inaczej.... Strach myśleć.
      Raz jeszcze dziękuję Ewus za ciepłe słowa i życzenia :)
      Sciskam !

      Usuń
  6. Ech, Iwonka... Od czego by tu zacząć...? Masz rację- piętrzą się u Was nadal te kłopoty,trudności, ciężko więc przy nich zachować ogólną radość i wesołość. Nawet jeśli człowiek się uśmiecha, to te problemy, zmartwienia, gdzieś tam z tyłu głowy ma, a to już niestety rzutuje na wszystko. Rozumiem doskonale Twoją chęć odosobnienia, bo ja reaguję podobnie. Może to taka bycza przypadłość? Odkąd pamiętam to tak miałam. Wychodziłam z założenia, że z moimi problemami i tak muszę poradzić sobie sama, więc lepiej to też przetrawiać w samotności. Może to i błędne myślenie, bo czasem i wygadania się jednak pomaga, czasem okazuje się, że jednak ktoś potrafi pomóc... No ale tak mam i już.

    Nie dziwię się, że przytłacza się sytuacja z Babcią. Jakie to właśnie przykre, że ktoś, kto całe życie płacił składki, potem jest zwyczajnie zbywany. No nikt tego oczywiście wprost nie powie, że chodzi o wiek, ale nikt nie jest głupi. Oj brakuje nam prawdziwych lekarzy, brakuje!

    U nas też zawsze każdy płyn do kąpieli FROZEN jest witany z ogromną radością :) Ciekawe, czy jakby pachniał kupą, to by im przeszkadzało :D

    Moja mama też tak zawsze gryzie igłę!

    Buziaki Kochana! Trzymaj się Iwonka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że może faktycznie to taka bycza przypadłość? Też zawsze uciekałam z problemami, dusiłam je w sobie, chowałam się przed światem. I tak mam do dziś. Im większy problem tym bardziej się chowam.. tak już mam i widzę, że się w tym rozumiemy.


      Podejście wielu lekarzy do osób mocno starszych, jest bolesne. Bardzo przykra prawda :( Na szczęście chirurg do którego w końcu Babcia trafiła zareagował tak jak powinien, choć i on i babcia i my wiemy, że taka pomoc jaką otrzymala od niego, powinna dostać od razu od tamtego lekarza...

      Marta, ale się usmialam z tej kupy Frozen :) :) :) No szczerze mnie rozbawilas :) Ale coś w tym jest :)

      Te szpilki, igły to jakiś zadziwiający odruch, dosłownie.

      Dziękuję Kochana, sciskam i sił i Wam życzę, teraz szczególnie :*

      Usuń

Jest mi bardzo miło, że nas tu odwiedziłaś/łeś, a będzie jeszcze milej jak pozostawisz po sobie miły ślad :)
Wszystkie komentarze czytam i na nie odpowiadam. Pozdrawiam